— Wasza świątobliwość miał dziesięć pułków... — mówił arcykapłan. — Dostojny Nitager na granicy wschodniej ma piętnaście... Dziesięć jest na południu, gdyż zaczyna niepokoić się Nubia... Zaś pięć stoją318 garnizonami po całym kraju.
— Razem czterdzieści — rzekł po namyśle faraon. — Ileż to będzie żołnierzy?
— Około sześćdziesięciu tysięcy...
Pan zerwał się z fotelu.
— Sześćdziesiąt zamiast stu dwudziestu?... — krzyknął. — Co to znaczy?... Co wy zrobiliście z moją armią?...
— Nie ma środków na utrzymanie większej liczby...
— O bogowie!... — mówił faraon chwytając się za głowę. — Ależ nas za miesiąc napadną Asyryjczycy!... Przecież my jesteśmy rozbrojeni...
— Z Asyrią mamy wstępny traktat — wtrącił Herhor.
— Kobieta mogłaby tak powiedzieć, ale nie minister wojny — uniósł się pan. — Co znaczy traktat, za którym nie stoi armia?... Przecież dziś zgniotłaby nas połowa wojsk, jakimi rozporządza król Assar.
— Racz uspokoić się, świątobliwy panie. Na pierwszą wieść o zdradzie Asyryjczyków mielibyśmy pół miliona wojowników...