Jednocześnie wysłano kilku najroztropniejszych jeźdźców do Memfisu.
Jenerałowie stanęli na czele kolumn, faraon przechadzał się po dziedzińcu zamyślony, cywilni dostojnicy po cichu szeptali z Hiramem, a królowa Nikotris zostawszy sama w komnacie upadła na twarz przed posągiem Ozyrysa.
Było już po pierwszej i istotnie słoneczne światło poczęło zmniejszać się.
— Naprawdę będzie noc? — spytał faraon Pentuera.
— Będzie, lecz bardzo krótko...
— Gdzież podzieje się słońce?
— Ukryje się za księżyc...
— Muszę przywrócić do łaski mędrców, którzy badają gwiazdy... — wtrącił do siebie pan.
Mrok szybko powiększał się. Konie Azjatów zaczęły się niepokoić, roje ptastwa spadły na ogród i z głośnym świergotem obsiadły wszystkie drzewa.
— Odezwijcież się!... — zawołał Kalipos do Greków.