Wylękniony Tutmozis cofnął się. Książę wziął Sarę za rękę i wszedł z nią na pierwsze piętro. Posadził ją obok stołu, na którym stała nie dokończona kolacja, i zbliżywszy świecznik zerwał jej opaskę z głowy.

— Ach — zawołał — to nawet nie jest rana, tylko siniak?...

Przypatrywał się Sarze z uwagą.

— Nigdy nie myślałem — rzekł — że możesz mieć siniaka... To bardzo zmienia twarz...

— Więc już ci się nie podobam?... — cicho zapytała Sara, podnosząc na niego wielkie oczy pełne trwogi.

— Och, nie!... wreszcie to przejdzie...

Potem zawołał Tutmozisa i Murzyna i kazał opowiedzieć wypadki wieczorne.

— On nas obronił — rzekła Sara. — Stanął z toporem we drzwiach...

— Zrobiłeś tak?... — spytał książę niewolnika, bystro patrząc mu w oczy.

— Czyliż95 miałem pozwolić, ażeby do twego domu, panie, wdzierali się obcy ludzie?