— Jak cię jeszcze raz matka zbije — mówił jeden — to zabierz się i idź w świat. Co, pójdziesz?...

— Kiej53 nie wiem jak — odparł Walek.

— Weź buty na kij i aby za las. Tam światu dosyć54.

— Kiej butów nie mam.

— To weź sam kij. Z kijem i bez butów zajdziesz...

Zobaczywszy mnie, chłopiec uciekł w stronę łopianu.

— Co wy mu tak mówicie? — zapytałem parobków.

— Nic, kpinkujemy se z niego. Zwyczajnie jak z głupiego.

Czując, że miód zaczyna mi walać palce, nie wdawałem się z nimi w dalszą rozmowę, lecz poszedłem za Walkiem. Stał między zielskiem i patrzył na mnie.

— Walku! — zawołałem — masz tu chleb z miodem.