O! las to rzecz niebezpieczna. Tam każdy ptak szpieguje, gdzie idziesz, każde ziółko chce ci oplątać nogi, a nie mogąc, przynajmniej szelestem donosi o tobie innym. Tak on widać tęskni za ludzką twarzą, że raz ją zobaczywszy używa wszelkich podstępów, by ją zatrzymać na zawsze.
Już słońce miało się ku zachodowi, kiedym wyszedł na pole. O paręset kroków spotkałem Walka. Szedł prędko w stronę lasu, podpierając się wysokim kijem.
— Gdzie ty idziesz? — zapytałem go.
Nie uciekał przede mną. Stanął i wskazując żółtą rączyną na las odparł cicho:
— Het! het!...
— Niedługo będzie noc, wracaj do domu.
— Kiej68 mnie matula strasznie chcą69 zbić...
— Chodź ze mną, to cię nie zbije.
— O, zbije...
— No, chodź, zobaczysz, że nic ci nie zrobi — rzekłem, zbliżając się do niego.