— Bo, widzi tatko, byliśmy na jeżynach... Lonię ugryzła osa...
— Głupiś jak osa. Nie brataj się z paniętami, to nie będziesz polował na osy i nie zniszczysz majtek w sadzawce. Idź do domu i nie wyłaź mi za próg, dopóki stąd wszyscy nie wyjadą.
— Oni jadą?... — ledwiem wyszeptał.
— Jadą do Warszawy na kilka dni, a wrócą, kiedy nas już tu nie będzie.
Smutno zeszedł wieczór. Na kolacją73 były doskonałe kluseczki z mlekiem, ale żadne z nas nie jadło. Zosia obcierała czerwone oczy, a ja układałem desperackie projekta74.
Przed położeniem się spać cicho wszedłem do pokoiku siostry.
— Zosiu — rzekłem do niej stanowczo — ja... muszę się ożenić z Lonią!...
Spojrzała na mnie przestraszona.
— Kiedy?... — spytała.
— Wszystko jedno.