— To są zwyczaje wszechświatowe — odparł Starski.
— W każdym razie nie z tej połowy świata, do której ja przywykłam — odcięła wdówka krzywiąc się i patrząc na drogę.
W breku zrobiło się cicho. Baron z zadowoleniem poruszał szpakowatymi wąsikami, a jego narzeczona posmutniała jeszcze bardziej. Panna Felicja, zająwszy miejsce wdówki obok Wokulskiego, odwróciła się do swego sąsiada prawie tyłem, od czasu do czasu rzucając mu przez ramię pogardliwe i melancholijne spojrzenia. Ale za co? tego nie wiedział.
— Pan dobrze jeździ konno? — zapytała Wokulskiego pani Wąsowska.
— Z czego pani wnosi?
— Ach, Boże! zaraz z czego? Pierwej niech pan odpowie na moje pytanie.
— Nieszczególnie, ale jeżdżę.
— Właśnie że musi pan dobrze jeździć, gdyż od razu zgadł pan, co zrobią konie w rękach takiego mistrza jak pan Julian. Będziemy jeździli razem... Panie Ochocki, od dzisiejszego dnia daję panu urlop ze spacerów.
— Bardzo się z tego cieszę — odparł Ochocki.
— A, ładnie w taki sposób odpowiadać damom! — zawołała panna Felcia.