— Więc dlaczegóż od razu nie weźmiecie złego kundla?
— Kiej dziedziczka nie utrzymałaby złego psa. U nas to i pies musi być łaskawy.
— A wy, ojcze, co tu robicie?
— Jo jestem pasiecznik, ale przody byłem rataj201. Ino jak mi wół złamał ziobro, to mi jaśnie pani kazała do pasieki.
— I dobrze wam?
— Z początku to ckliło mi się202 bez roboty, ale późni przywykem i jestem.
Pożegnawszy chłopa Wokulski skręcił do parku i długi czas przechadzał się po lipowej alei nie myśląc o niczym. Zdawało mu się, że przyjechał tu nasycony, zatruty zgiełkiem Paryża, hałasem Warszawy, dudnieniem kolei żelaznych i że wszystkie te niepokoje, wszystkie boleści, jakie przeżył, w tej chwili parują z niego. Gdyby go zapytano: czym jest wieś? odpowiedziałby, że jest ciszą.
Wtem usłyszał szybki bieg za sobą. Gonił go Ochocki niosąc na ramieniu dwie wędki.
— Nie było tu panny Felicji? — zapytał. — Miała przyjść o wpół do trzeciej i iść ze mną na ryby... Ale taka to babska punktualność. Może pan pójdzie z nami? Nie ma pan ochoty. To może pan woli grać ze Starskim w pikietę?... Do tego on zawsze gotów, wyjąwszy, jeżeli znajdzie komplet do preferansa.
— Cóż tu robi ten pan Starski?