— A kto to? — spytała dziewczyna.
— Ja, rządca.
— Czego pan chce?
— Przychodzę z pełnomocnikiem właściciela.
— A ten pan czego chce?
— Ten pan właśnie jest pełnomocnikiem.
— Więc jak mam powiedzieć?...
— Powiedz pani — odparł już zirytowany rządca — że przychodzimy pogadać o lokalu...
— Aha!
Zamknęła drzwi i odeszła. Upłynęło ze dwie albo trzy minuty, zanim wróciła na powrót i po otworzeniu wielu zamków wprowadziła nas do pustego salonu.