— To jest... właściwie mówiąc... pewności nie mam żadnej.
— Tak dlaczegóż pan Maruszewicz powiedział to pani Krzeszowskiej?
— Właściwie... ja nie w tym znaczeniu...
— Nie kłam pan! — zawołała baronowa. — Przybiegłeś do mnie, śmiejąc się, powiedziałeś, że Stawska ukradła lalkę i że to do niej podobne...
Maruszewicz zaczął mienić się, potnieć i nawet przestępować z nogi na nogę, co jest chyba dowodem wielkiej skruchy.
— Podlec! — mruknął Wokulski dosyć głośno.
Spostrzegłem jednak, że uwaga ta nie wzmocniła w Maruszewiczu otuchy. Owszem, zdawał się być jeszcze więcej zmieszany.
Sędzia zwrócił się do służącej pani Krzeszowskiej.
— U was była ta lalka?
— Nie wiem która... — szepnęła zapytana.