— Cóż, dobijał się kto?... — spytał Wirski z akcentem oburzenia w głosie.

— Nie dobijał się nijaki — z chłopska odparła służąca — ino jeden przysłał dziś bukiet. Mówią, że to ten Marusiewicz z przeciwka...

— Łotr! — syknął rządca.

— Mężczyzny wszystkie takie. Niech mu się co podoba, to zaraz będzie lazł jak ćma w ogień.

— A panie obie są? — spytał Wirski.

Gruba służąca spojrzała na mnie podejrzliwie.

— Pan rządca z tym panem?

— Z tym panem. To plenipotent gospodarza.

— A młody on czy stary? — badała dalej, przypatrując mi się jak sędzia śledczy.

— Widzisz przecie, że stary!... — odparł rządca.