Kazano nam wstać i usłyszeliśmy wyrok najzupełniej uniewinniający panią Stawską.
— Teraz — zakończył sędzia skończywszy czytanie — może pani podać skargę o potwarz.
Zeszedł na salę, uścisnął za rękę panią Stawską i dodał:
— Bardzo mi przykro, żem panią sądził, i bardzo mi przyjemnie, że mogę powinszować.
Pani Krzeszowska dostała spazmów, a dama z czerwoną twarzą mówiła do swej sąsiadki:
— Na ładną buzię to i sędzia jest pażyrny277... Ale nie tak to będzie w dniu ostatecznym! — westchnęła.
— Cholera!... jak to bluźni... — mruknął maglarz.
Poczęliśmy wychodzić. Wokulski podał rękę pani Stawskiej, z którą wysunął się naprzód, ja zaś ostrożnie zacząłem sprowadzać panią Misiewiczowę z brudnych schodów.
— Mówiłam, że się tak skończy — upewniała mnie staruszka — ale pan to nie miałeś wiary...
— Ja nie miałem wiary?...