— No, chyba nie ma co czekać. Idźmy, bo te panie spać się pokładą.
Wokulski złożył książkę i zamyślił się.
— Brzydki wieczór — rzekł — śnieżyca.
— Innym ta śnieżyca nie przeszkodzi jechać na bal, więc dlaczegóż nam miałaby psuć wieczorek — odpowiedziałem z głupia frant.
Jakbym kolnął Stacha. Zerwał się z krzesła i kazał podać futro. Służący ubierając go mówił:
— Tylko niech pan żara wracza, bo już pora ubierać się i fryzjer przyjdzie.
— Nie potrzeba — odparł Stach.
— Przecie nie uczesany nie pójdzie pan tańczować...
— Nie idę na bal.
Służący rozłożył ze zdziwieniem ręce i rozstawił nogi.