— Ten człowiek sam sobie winien...
— Ma pani rację: byłby winien, gdyby spostrzegłszy się nie postąpił jak baron i nie zerwał ze swoim ogłupieniem i hańbą...
— Krótko mówiąc — rzekła pani Wąsowska — mężczyźni nie zrzekną się dobrowolnie swoich dzikich przywilejów wobec kobiet...
— To jest: nie uznają przywileju zwodzenia...
— Kto zaś odrzuca układy — mówiła z uniesieniem — ten rozpoczyna walkę...
— Walkę?... — powtórzył śmiejąc się Wokulski.
— Tak, walkę, w której strona silniejsza zwycięży... A kto silniejszy, to dopiero zobaczymy!... — zawołała potrząsając ręką.
W tej chwili stała się rzecz dziwna. Wokulski nagle schwycił panią Wąsowska za obie ręce i umieścił je między trzema palcami swojej.
— Cóż to znaczy?... — zapytała blednąc.
— Próbujemy, kto silniejszy — odparł.