— Ach, jakiż płaski kompliment!... — zawołała z grymasem. — W każdym razie muszę wyznać, żeś mi pan trochę zaimponował. Trochę... Ale nie wytrzymałeś pan w roli, puściłeś mi ręce, i to mnie rozczarowało...
— O, ja potrafiłbym nie puścić rąk.
— A ja potrafiłabym zawołać na służbę...
— A ja, przepraszam panią, potrafiłbym zakneblować usta...
— Co?... co?...
— To, co powiedziałem.
Pani Wąsowska znowu się zadziwiła.
— Wie pan — rzekła zakładając po napoleońsku ręce383 — że pan jest albo bardzo oryginalny, albo... bardzo źle wychowany...
— Wcale nie jestem wychowany...
— Więc istotnie oryginalny — szepnęła. — Szkoda, że z tej strony nie dałeś się pan poznać Beli...