W tej chwili Wokulskiego tknęło szczególne przeczucie.
— Wysocki!... — zawołał. — A twemu bratu jak na imię?
— Kasper — odpowiedział człowiek wracając pędem.
— Przy jakiej mieszka stacji?
— Przy Częstochowie, panie.
— Idź do domu. Może Kaspra przeniosą do Skierniewic.
Ale ten zamiast iść, zbliżył się.
— Przepraszam, wielmożny panie — rzekł nieśmiało — ale jak mnie kto zaczepi: skąd mam tyle pieniędzy?...
— Powiedz, że na rachunek wziąłeś ode mnie.
— Rozumiem, panie... Bóg... niech Bóg...