— Niechże pan powie, panie Yung, czy nie wygramy? — spytał dyrektor.
— Och! — odpowiedział dżokej.
— Tamte dwa konie są niezłe, ale nasza klacz znakomita — mówił dyrektor.
— Och! — potwierdził dżokej.
Wokulski odprowadził go na stronę i rzekł:
— Jeżeli wygramy, będę panu winien pięćdziesiąt rubli ponad umowę.
— Och! — odparł dżokej, a przypatrzywszy się Wokulskiemu dodał:
— Pan jest czysty krew sportsmen, ale jeszcze pan trochu gorączkuje. Na przyszły rok będzie spokojniejszy.
Znowu plunął na długość konia i poszedł w stronę trybuny, a Wokulski, pożegnawszy panów Millera i Szulca, popieściwszy klaczkę, wrócił do swego powozu.
Teraz zaczął szukać panny Izabeli.