— Tak, gdy przyjdzie czas, będziesz moim swatem.
— Już byłem i nieszczęśliwie... — rzekł Ignacy.
— Z wdową przed siedmioma laty?
— Przed piętnastoma109.
— Znowu swoje — roześmiał się Wokulski. — Zawsze ten sam!
— I tyś ten sam. Za pomyślność twoich zamiarów... Jakiekolwiek są, wiem jedno, że muszą być godne ciebie. A teraz — milczę...
To powiedziawszy Ignacy wypił wino, a kieliszek rzucił na ziemię. Szkło rozbiło się z brzękiem, który obudził Ira.
— Chodźmy do sklepu — rzekł Ignacy. — Bywają rozmowy, po których dobrze jest mówić o interesach.
Wydobył ze stolika klucz i wyszli. W sieni wionął na nich mokry śnieg. Rzecki otworzył drzwi sklepu i zapalił kilka lamp.
— Co za towary! — zawołał Wokulski. — Chyba wszystko nowe?