— Drugą połowę procentu otrzyma pan w połowie stycznia — odparł Wokulski.
— O tym wiem. Ale widzisz, panie Stanisławie, gdybym tak potrzebował jakiejś części mego kapitału... Nie darmo, pojmujesz... Chętnie zapłacę procent...
— Szósty... — wtrącił Wokulski.
— Tak, szósty... siódmy.
— Nie, panie. Pański kapitał przynosi trzydzieści trzy procent rocznie, więc nie mogę go pożyczać na siedem...
— Dobrze. W takim razie nie pozbawiaj się mego kapitału, ale... Uważasz... może mi jednak coś wypaść...
— Wycofać swój kapitał może pan nawet w połowie stycznia roku przyszłego.
— Boże uchowaj!... Ja mego kapitału nie odbiorę ci nawet za dziesięć lat...
— Ale ja pański kapitał wziąłem tylko na rok...
— Jak to?... Dlaczego?... — dziwił się pan Tomasz, coraz szerzej otwierając oczy.