Wokulski pożegnał go i wstąpił do salonu. Starskiego już tam nie było, panna Izabela siedziała sama. Zobaczywszy go podniosła się; twarz jej była pogodniejsza.
— Pan wychodzi?
— Właśnie chcę panią pożegnać.
— A o Rossim nie zapomni pan? — rzekła ze słabym uśmiechem.
— O nie. Poproszę, ażeby mu oddano wieniec.
— Pan go sam nie wręczy?... Dlaczegóż to?...
— Dziś w nocy jadę do Paryża — odpowiedział Wokulski.
Ukłonił się i wyszedł.
Przez chwilę panna Izabela stała zdumiona; następnie pobiegła do pokoju ojca.
— Co to znaczy, papo? Wokulski pożegnał się ze mną bardzo chłodno i powiedział, że — dziś w nocy wyjeżdża do Paryża.