— Wczoraj mówiłeś, że jeszcze nie tak prędko pojedziesz?...
— Ach, wczoraj... — odparł.
Cofnął się od walizki i pomyślał chwilę; potem dodał szczególnym tonem:
— Jeszcze wczoraj... myliłem się...
Wyrazy te zastanowiły mnie w przykry sposób. Spojrzałem na Stacha z uwagą i ogarnęło mnie zdziwienie. Nigdy bym nie sądził, ażeby człowiek niby to zdrów, a w każdym razie nie raniony, mógł zmienić się tak w przeciągu kilku godzin. Pobladł, oczy zapadły, prawie zdziczał...
— Skądże ta nagła zmiana... projektu? — spytałem czując, że nie o to pytam, co bym chciał wiedzieć.
— Mój kochany — odparł — alboż ty nie wiesz, że nieraz jedno słowo zmienia projekta, nawet ludzi... A nie dopiero cała rozmowa! — dodał szeptem.
Wciąż pakując i zbierając różne graty wyszedł do sali. Upłynęła minuta — nie wracał; dwie... nie wraca... Spojrzałem przez uchylone drzwi i zobaczyłem, że stoi oparty o poręcz krzesła patrząc bezmyślnie w okno.
— Stachu...
Ocknął się — i znowu powrócił do pakowania zapytując: