Drzwi pokoju otworzyły się po raz drugi.
— Pan Łęcki prosi pana — rzekł Klejn, ukazując jeden mankiet i wierzch głowy.
Wokulski drgnął, Suzin ciężko podniósł się z kanapy.
— No, Stanisławie Piotrowiczu, to i ja już pójdę przespać się. Rzuć wszystko, radzę tobie i jedź ze mną dziś do Paryża; a nie dziś, to jutro albo pojutrze. Ja jeszcze wstąpię do Berlina popatrzyć na Bismarcka, a ty przyjeżdżaj...
Ucałowali się i Suzin wyszedł kiwając głową.
— Gdzie jest pan Łęcki? — spytał Wokulski Klejna.
— W gabinecie.
— Idę natychmiast.
Klejn wyszedł, Wokulski szybko zebrał papiery ze stołu i również opuścił mieszkanie pana Ignacego.