— Nie do prochowni, tylko do fortecy. A–u... A–u... — dodał pan Raczek i rzucił czapkę na stół.
— Ale z chłopcem co?
— Jutro ma przyjść do Mincla z odzieniem i bielizną — odrzekł pan Domański. — Nie do fortecy A–u..., A–u... tylko do Ham–ham czy Cham... bo nawet nie wiem...
— Zwariowaliście, pijaki! — krzyknęła ciotka chwytając pana Raczka za ramię.
— Tylko bez poufałości! — oburzył się pan Raczek. — Po ślubie będzie poufałość, teraz... Ma przyjść do Mincla jutro z bielizną i odzieniem... Nieszczęsny Napoleonie!...
Ciotka wypchnęła za drzwi pana Raczka, potem pana Domańskiego i wyrzuciła za nimi czapkę.
— Precz mi stąd, pijaki!
— Wiwat Napoleon! — zawołał pan Raczek, a pan Domański zaczął śpiewać:
Przechodniu, gdy w tę stronę zwrócisz swoje oko,
Przybliż się i rozważaj ten napis głęboko...