Przy tej okazji pani Meliton odwiedziła Wokulskiego w jego prywatnym mieszkaniu, ażeby mu powinszować.
— Bardzo rozsądnie przystępujesz pan do rzeczy — mówiła. — Wprawdzie ze sreber i serwisu niewielka będzie pociecha, ale skup weksli Łęckiego jest arcydziełem... Znać kupca!...
Usłyszawszy taką pochwałę Wokulski otworzył biurko, poszukał w nim i za chwilę wydobył paczkę weksli.
— Te same? — rzekł pokazując je pani Meliton.
— Tak. Chciałabym mieć te pieniądze!... — odpowiedziała z westchnieniem.
Wokulski ujął paczkę w obie ręce i rozdarł ją.
— Znać kupca?... — spytał.
Pani Meliton przypatrzyła mu się ciekawie i kiwając głową mruknęła:
— Szkoda pana.
— Dlaczegóż to, jeżeli łaska?...