— Potrącił mnie na wyścigach.
— Na wyści...?... A cóżeś ty robił na wyścigach?...
— Puszczałem konia i nawet wziąłem nagrodę.
Szuman uderzył się ręką w tył głowy i nagle rozsunąwszy Wokulskiemu jedną i drugą powiekę zaczął mu pilnie badać oczy.
— Myślisz, żem zwariował? — spytał go Wokulski.
— Jeszcze nie. Czy to — dodał po chwili — ma być żart, czy serio?
— Zupełnie serio. Nie chcę absolutnie żadnych układów i proszę o ostre warunki.
Doktór wrócił do swego biurka, usiadł, oparł brodę na ręku i rzekł po namyśle:
— Spódnica, co?... Nawet koguty biją się tylko...
— Szuman... strzeż się!... — przerwał mu Wokulski zduszonym głosem, prostując się na kanapie.