Panna Izabela zerwała się z fotelu.
— Więc ja pana zapewniam, że jutro dostaniesz pieniądze! — zawołała patrząc na niego z pogardą.
— Słowo? — spytał Żyd delektując się w duszy jej pięknością.
— Słowo daję, że jutro będziecie wszyscy spłaceni... Wszyscy, i to co do grosza!...
Żyd ukłonił się do ziemi i cofając się tyłem, opuścił gabinet.
— Zobaczę, jak panna hrabianka dotrzyma słowa... — rzekł na odchodnym.
Stary Mikołaj znowu był w przedpokoju i z taką gracją otworzył drzwi Szpigelmanowi, że ten już z sieni zawołał:
— Co się pan tak rozbijasz, panie kamerdyner?...
Blada z gniewu panna Izabela biegła do sypialni ojca. Zastąpiła jej drogę panna Florentyna.
— Dajże spokój, Belciu — mówiła składając ręce — ojciec taki chory...