— Ciotka tak mnie proteguje — rzekła do panny Florentyny — jakbym już straciła wszelką nadzieję... Nie podoba mi się to!...
I w jej duszy nieco przyćmił się wizerunek pięknego Kazia Starskiego.
Drugi list był od Wokulskiego, który donosił, że będzie służyć o godzinie pierwszej.
— Na którą kazałaś przyjść Żydom, Floro? — spytała panna Izabela.
— Na pierwszą.
— Chwała Bogu! Byle o tej porze nie wpadł do nas Starski — rzekła panna Izabela biorąc do ręki trzeci list. — Jakiś znajomy mi charakter?... — dodała. — Czyje to pismo, Floro?...
— Czy nie poznajesz? — odpowiedziała panna Florentyna spojrzawszy na kopertę. — Krzeszowskiej...
Rumieniec gniewu wystąpił na twarz panny Izabeli.
— Ach, prawda!... — zawołała rzucając list na stół. — Proszę cię, Floro, odeszlij jej to i dopisz na wierzchu: „nieczytane”. Czego ona od nas chce, ta szkaradna kobieta!...
— Łatwo możesz się dowiedzieć — szepnęła panna Florentyna.