Ten wykrzyknik już całkiem mi się nie podobał. Dałem znak rządcy, że wychodzimy, i kłaniając się rzekłem ozięble:
— Pozwoli pani baronowa, że w tej sprawie zadecyduje sam gospodarz, pan Wokulski.
Baronowa rozkrzyżowała ręce jak człowiek trafiony kulą w piersi.
— Ach!... więc tak?... — szepnęła. — Więc już i pan i... ten, ten... Wokulski związaliście się z nią?... Ha!... zaczekam tedy na sprawiedliwość boską...
Wyszliśmy, nie zatrzymywani dłużej; na schodach zatoczyłem się jak pijany.
— Co pan wiesz o tej pani Stawskiej? — zapytałem Wirskiego.
— Najuczciwsza kobieta — odparł. — Młode to, piękne i pracuje na cały dom... Bo emerytura jej matki ledwie starczy na komorne...
— Ma matkę?
— Ma. Także dobra kobiecina.
— A ile płacą za lokal?