— Nie gniewaj się, profesorze — rzekł — nie chciałem pana obrazić. Ale mam tu prawie co dzień wizyty różnego gatunku filutów726...
— Jutro przekonam pana, żem nie filut ani wariat — odpowiedział Geist. — Pokażę ci coś, co widziało zaledwie sześciu albo siedmiu ludzi, którzy... już nie żyją... O, gdyby oni żyli!... — westchnął.
— Dlaczego dopiero jutro?
— Dlatego, że mieszkam daleko stąd, a nie mam na fiakra.
Wokulski uścisnął go za rękę.
— Nie obrazisz się, profesorze? — spytał — jeżeli...
— Jeżeli dasz mi na fiakra?... Nie. Wszakże z góry powiedziałem ci, że jestem żebrakiem, i kto wie, czy nie najnędzniejszym w Paryżu?...
Wokulski podał mu sto franków.
— Daj spokój — uśmiechnął się Geist — wystarczy dziesięć... Kto wie, czy jutro nie dasz mi stu tysięcy... Duży masz majątek?
— Około miliona franków.