Panna Florentyna spojrzała jej w oczy i poruszyła głową.
— Za dużo wiesz — odparła — ale nie wszystko. Już od dwu tygodni, może od dziesięciu dni widzę, że ojciec miewa po kilkanaście rubli...
— Więc zaciąga długi...
— Nie, ojciec nigdy nie zaciąga długów w mieście. Każdy wierzyciel przychodzi z pożyczką do domu i w gabinecie ojca dostaje kwit albo procent. Nie znasz go pod tym względem.
— Więc skądże teraz ma pieniądze?
— Nie wiem. Widzę, że ma, i słyszę, że zawsze je miał.
— Po cóż w takim razie zezwala na sprzedaż sreber? — pytała natarczywie panna Izabela.
— Może chce zirytować rodzinę.
— A kto wykupił jego weksle?
Panna Florentyna zrobiła rękoma ruch oznaczający rezygnację.