— Po co wy tego psa trzymacie na łańcuchu?
— Ażeby był zły i nie puszczał do domu złodziejów — odparł uśmiechając się parobek.
— Więc dlaczegóż od razu nie weźmiecie złego kundla?
— Kiej dziedziczka nie utrzymałaby złego psa. U nas to i pies musi być łaskawy.
— A wy, ojcze, co tu robicie?
— Jo jestem pasiecznik, ale przody byłem rataj772. Ino jak mi wół złamał ziobro, to mi jaśnie pani kazała do pasieki.
— I dobrze wam?
— Z początku to ckliło mi się773 bez roboty, ale późni przywykem i jestem.
Pożegnawszy chłopa Wokulski skręcił do parku i długi czas przechadzał się po lipowej alei nie myśląc o niczym. Zdawało mu się, że przyjechał tu nasycony, zatruty zgiełkiem Paryża, hałasem Warszawy, dudnieniem kolei żelaznych i że wszystkie te niepokoje, wszystkie boleści, jakie przeżył, w tej chwili parują z niego. Gdyby go zapytano: czym jest wieś? odpowiedziałby, że jest ciszą.
Wtem usłyszał szybki bieg za sobą. Gonił go Ochocki niosąc na ramieniu dwie wędki.