— A tak. Nawet przypomina kolej żelazną.
— Leci jak burza i sypie iskry?...
— Nie. Jeździ prędko i bierze pasażerów, ilu się da.
— O, panie Wokulski!...
— Nie chciałem obrazić pani; sformułowałem tylko to, com słyszał.
Pani Wąsowska przygryzła usta.
Jechali jakiś czas milcząc.
Po chwili znowu zabrała głos pani Wąsowska.
— Już określiłam sobie pana: pan jesteś pedant. Co wieczór, nie wiem o której, ale zapewne przed dziesiątą, robisz pan rachunki, potem idziesz spać, ale przed spaniem mówisz pacierz, głośno powtarzając: Nie pożądaj żony bliźniego twego. Czy tak?...
— Niech pani mówi dalej.