Odeszły i wkrótce znikły za furtką. Pani Wąsowska obejrzała się, lecz spostrzegłszy, że Wokulski patrzył na nią, szybko odwróciła głowę.
— Czy szukamy narzeczonych? — spytała panna Izabela.
— Jak pani każe — odparł Wokulski.
— To może lepiej zostawić ich w spokoju. Podobno szczęśliwi nie lubią świadków.
— Pani nigdy nie była szczęśliwa?...
— Ach, ja!... Owszem... Ale nie w ten sposób jak Ewelinka i baron.
Wokulski uważnie spojrzał na nią.
Była zamyślona i spokojna jak posągi greckich bogiń.
„No, już ta nie będzie oszukiwać” — pomyślał Wokulski.
Szli jakiś czas w milczeniu ku najdzikszej stronie parku. Kiedy niekiedy spomiędzy starych drzew mignęło okno pałacu, połyskujące czerwonymi blaskami zachodu.