„Jakie to inne kobiety!... I czy nie miałem racji przywiązać się do tej oto...”
— Czy mogę zadać panu drażliwe pytanie? — odezwała się nagle panna Izabela miękkim głosem.
— Choćby najdrażliwsze.
— Prawda, że wyjeżdżał pan do Paryża bardzo obrażony na mnie?...
Chciał odpowiedzieć, że to było coś gorszego od obrazy; gdyż posądzenie o obłudę, ale milczał.
— Jestem winną wobec pana... Posądzałam pana...
— Czy nie o malwersację w nabyciu domu ojca pani za pośrednictwem Żydów? — spytał uśmiechając się Wokulski.
— O nie! — odparła żywo. — Przeciwnie, posądzałam pana o czyn wysoce chrześcijański, którego jednak nie mogłabym nikomu przebaczyć. Przez chwilę myślałam, że nasz dom kupił pan... za drogo...
— Dziś chyba uspokoiła się pani.
— Tak. Już wiem, że baronowa Krzeszowska chce za niego dać dziewięćdziesiąt tysięcy.