W tej chwili weszła panna Florentyna zapraszając na obiad. Pan Tomasz podał rękę córce i przeszli we troje do jadalnego pokoju, gdzie już znajdowała się waza tudzież Mikołaj odziany we frak i wielki biały krawat.
— Śmieję się z Belci — rzekł pan Tomasz do kuzynki, która nalewała rosół z wazy. — Wyobraź sobie, Floro, że Wokulski zrobił na niej wrażenie gbura. Czy ty go znasz?
— Któż by dziś nie znał Wokulskiego — odpowiedziała panna Florentyna podając Mikołajowi talerz dla pana. — No, elegancki on nie jest, ale — robi wrażenie...
— Pnia z czerwonymi rękoma — wtrąciła ze śmiechem panna Izabela.
— On mi przypomina Trostiego, pamiętasz, Belu, tego pułkownika strzelców w Paryżu — odpowiedział Pan Tomasz.
— A mnie posąg triumfującego gladiatora164 — melodyjnym głosem dodała panna Florentyna. — Pamiętasz Belu, we Florencji, tego z podniesionym mieczem? Twarz surowa, nawet dzika, ale piękna.
— A czerwone ręce?... — zapytała panna Izabela.
— Odmroził je na Syberii — wtrąciła panna Florentyna z akcentem.
— Cóż on tam robił?
— Pokutował za uniesienia młodości — rzekł pan Tomasz. — Można mu to przebaczyć.