Panna Felicja chciała protestować, ale w tej chwili baron podskoczył do panny Eweliny, a Starski do pani Wąsowskiej, która przygryzając usta rzekła:
— Myślałam, że już mnie pan nigdy nie wybierze...
I posłała Wokulskiemu piorunujące wejrzenie.
— To my, kuzynko, będziemy trzymać się razem — odezwał się Ochocki do panny Izabeli. — Ale w takim razie musi pani siąść przy koźle, bo ja powożę.
— Pani Wąsowska nie pozwala, bo pan wywróci! — zawołała panna Felicja, której los przeznaczył Wokulskiego.
— Owszem, niech powozi, niech wywraca... — rzekła pani Wąsowska. — Jestem dziś w takim usposobieniu, że zgadzam się na łamanie nam nóg... Biedny ten rydz, który dostanie się w moje ręce!...
— Jestem pierwszy z nich — odezwał się Starski — jeżeli chodzi o zjedzenie...
— Owszem, jeżeli zgodzisz się pan na poprzednie ucięcie głowy — odpowiedziała pani Wąsowska.
— Już jej dawno nie mam...
— Nie dawniej, aniżeli ja to spostrzegłam, ale siadajmy i jedźmy...