Starski podskoczył do niej.
— Sprowadzę kuzynkę — rzekł.
— O, dziękuję, sama zejdę — odpowiedziała panna Izabela cofając się. Potem zaczęła iść ze stromej ściany z taką swobodą i wdziękiem, jakby to była ulica w parku.
„Podły jestem z moimi posądzeniami!” — szepnął Wokulski.
W tej chwili przywidziało mu się, że jakiś tajemniczy głos każe mu robić wybór między tysiącami takich jak Węgiełek, którzy potrzebują pomocy, i jedną kobietą, która schodziła tam z góry.
„Już zrobiłem wybór!...” — pomyślał Wokulski.
— Ale do zamku nie wejdę sama, musi mi pan podać rękę — rzekła panna Izabela stanąwszy przy Wokulskim.
— Może państwo pozwolą lżejszą drogą — odezwał się Węgiełek.
— Prowadź!
Okrążyli górę i poczęli wspinać się na jej szczyt łożyskiem wyschłego potoku.