— W uniwersytecie, w prosektorium, czasem na obiedzie.
— No, a w nocy?
— Pod tym względem mogę panu sędziemu dać tylko poufne objaśnienia.
— A gdzież on zapisany w księgi?
— O, zapisany jest ciągle w naszym domu, ponieważ nie chciałby robić władzom subiekcji — objaśnił pan Maleski z miną lorda.
Sędzia zwrócił się do pani Krzeszowskiej.
— Cóż, pani wciąż nie chce trzymać tych panów?
— Za żadne skarby! — jęknęła pani baronowa. — Po całych nocach ryczą, tupią, pieją, gwiżdżą... Nie ma służącej w domu, której by nie zwabiali do siebie... Ach, Boże!... — krzyknęła odwracając głowę.
Sędzia był zdziwiony wykrzyknikiem, ale ja nie... Spostrzegłem bowiem, że pan Patkiewicz nie odejmując rąk od piersi nagle wywrócił oczy i opuścił dolną szczękę w taki sposób, że zrobił się podobny do stojącego trupa. Jego twarz i cała postawa istotnie mogła przerazić nawet zdrowego człowieka.
— Najokropniejsze jest to, że ci panowie wylewają oknem jakieś płyny...