— Powinien bym, bo świat jeszcze nie widział podobnego mi głupca.

— Pociesz się pan — odparł Szuman — są głupsi. Ale o cóż to chodzi?

— Mniejsza, o co mnie chodzi, ale słyszałem, że Stach sklep sprzedaje Żydom... No, a ja już do nich w służbę nie pójdę.

— Cóż to, czy i pana ogarnia antysemityzm?

— Nie; ale co innego nie być antysemitą, a co innego służyć Żydom.

— Któż więc im będzie służył?... Bo ja, choć jestem Żyd, także nie wdzieję liberii tych parchów. Zresztą — dodał — skądże panu takie myśli przychodzą? Jeżeli sklep zostanie sprzedany, pan będziesz miał świetną posadę przy spółce handlu z cesarstwem...

— Niepewna to ta spółka — wtrąciłem.

— Bardzo niepewna — odpowiedział Szuman — bo za mało w niej Żydów, a za wielu magnatów. Ale pana i to nie obchodzi, bo... Tylko nie wydaj mnie z sekretu... Otóż pana to nic nie obchodzi, co się stanie ze sklepem i spółką, gdyż Wokulski zapisał panu dwadzieścia tysięcy rubli...

— Mnie?... zapisał?... cóż to znaczy?!... — wykrzyknąłem zdziwiony.

Akurat weszliśmy do mieszkania Szumana i doktór kazał podać samowar.