— Pani Stawska zrobi to.
— Bodajby.
— I Stach będzie szczęśliwy.
— Oho!...
Pożegnałem doktora pełen otuchy. Kocham, bo kocham panią Helenę, ale dla niego... wyrzeknę się jej.
Byle nie było za późno!
Ale nie...
Nazajutrz w południe wpadł do sklepu Szuman; z jego uśmieszków i ze sposobu przygryzania warg poznałem, że mu coś dolega i nastraja go na ton ironiczny.
— Byłeś doktór u Stacha? — spytałem. — Jakże dziś...
Pociągnął mnie za szafy i począł mówić zirytowanym głosem: