Machnął ręką.
Jednym łykiem wypiłem znowu pół szklanki araku z herbatą, na odwagę. Stach tymczasem usłyszawszy kroki w sieni stanął przy drzwiach. Odgadłem, że tak czeka na książęce zaprosiny!...
Już mi w głowie szumiało, więc zapytałem:
— A czy ci, ci, dla których sprzedajesz sklep, ocenią cię lepiej?...
— A jeżeli ocenią?... — spytał zamyśliwszy się.
— I będą cię lepiej kochać aniżeli ci, których opuszczasz?
Przybiegł do mnie i bystro popatrzył mi w oczy.
— A jeżeli będą kochać?... — odparł.
— Jesteś pewny?...
Rzucił się na fotel.