— Umarł, umarł... — mówię. — Głowę sobie dam uciąć, że już nie żyje...
— Ha, w takim razie wola boska...
— Tylko... proszę panią o sekret. To gruba gra.
— Za kogóż to mnie masz, panie Rzecki? — obraziła się staruszka. — Tu... tu... — dodała stukając się w piersi — tu każda tajemnica leży jak w grobie. A tym więcej tajemnica mego dziecka i tego szlachetnego człowieka.
Oboje byliśmy głęboko wzruszeni.
— Cóż — rzekłem po chwili, zabierając się do wyjścia — cóż, czy przypuściłby kto, że taka drobna rzecz jak lalka może przyczynić się do uszczęśliwienia dwojga ludzi?
— Jak to lalka?
— No, jakże?... Gdyby pani Stawska nie kupiła u nas lalki, nie byłoby procesu, Stach nie wzruszyłby się losem pani Heleny, pani Helena nie pokochałaby go, a więc i nie pobraliby się... Bo, ściśle rzeczy biorąc, jeżeli w Stachu zbudziło się jakieś gorętsze uczucie dla pani Stawskiej, to dopiero od owego procesu.
— Zbudziło się, powiadasz pan?...
— Bah! Czy to pani nie widziała, jak wczoraj szeptali na tej kanapie?... Wokulski dawno już nie był tak ożywiony, a nawet wzruszony jak wczoraj...