— No, nie... Ale ponieważ nam nie wolno pytać się o wiele rzeczy, więc musimy tak prowadzić rozmowę, ażeby nam wszystko powiedziano. Czyżbyś tego nie rozumiała?
— Owszem. I cóż dalej? — badała pani Wąsowską nie bez cienia niecierpliwości.
— Ostatni warunek dotyczył strony czysto moralnej. Dowiedziałam się, że nie ma żadnej rodziny, co jest jego największą zaletą, i zastrzegłam sobie, że utrzymam wszystkie moje dotychczasowe stosunki...
— A on zgodził się bez szemrania?
Panna Izabela trochę z góry spojrzała na przyjaciółkę.
— Wątpiłaś? — rzekła.
— Ani przez chwilę. Więc Starski, Szastalski...
— Ależ Starski, Szastalski, książę, Malborg... no wszyscy, wszyscy, których podoba mi się wybrać dziś i na przyszłość, wszyscy muszą bywać w moim domu. Czy może być inaczej?...
— Bardzo słusznie. I nie obawiasz się scen zazdrości?
Panna Izabela zaśmiała się.