— Proszę nie całować w tę rękę...
— Więc w tamtą...
— A co, nie powiedziałam, że przed wieczorem pocałujesz mnie pan w obie ręce?
— Ach, jak Boga kocham!... Nie chcę być u pani na obiedzie... tu wysiadam...
— Zatrzymaj pan powóz.
— Po co?
— No, jeżeli chcesz tu wysiąść...
— Właśnie, że tu nie wysiądę... O, ja nieszczęśliwy z takim podłym usposobieniem!...
Wokulski przychodził do państwa Łęckich co kilka dni i najczęściej zastawał tylko pana Tomasza, który witał go z ojcowską czułością, a następnie po parę godzin rozmawiał o swoich chorobach lub o swoich interesach dając z lekka do zrozumienia, że uważa go już za członka rodziny.
Panny Izabeli zazwyczaj nie było wtedy w domu: była u hrabiny ciotki, u znajomych albo w magazynach. Jeżeli zaś Wokulski trafił szczęśliwie, rozmawiali ze sobą krótko i o rzeczach obojętnych, gdyż panna Izabela nawet i wówczas albo wybierała się gdzieś, albo u siebie przyjmowała wizyty.