— Pewnie mama odebrała anonim. Ja co parę dni odbieram anonimy, w których nawet nazywają mnie kochanką Wokulskiego, no i cóż?... Domyślam się, że to sprawka pani Krzeszowskiej, i rzucam listy do pieca.
— Nic, nic, moje dziecko... Gdybyż to anonimy... Ale była dziś u mnie ta poczciwa Denowa z Radzińską i... Ale co ja ci mam życie zatruwać!... One mówią (słychać to podobno w całym mieście), że ty zamiast do sklepu chodzisz do Wokulskiego...
Pierwszy raz w życiu w pani Stawskiej obudziła się lwica. Podniosła głowę, oczy jej błysnęły i odpowiedziała twardym tonem:
— A gdyby tak było, więc i cóż?...
— Bój się Boga, co mówisz?... — jęknęła matka składając ręce.
— No, ale gdyby tak było? — powtórzyła pani Stawska.
— A mąż?
— Gdzież on jest?... Zresztą niech mnie zabije...
— A córka?... a Helunia?... — wyszeptała staruszka.
— Nie mówmy o Heluni, tylko o mnie...