— A prawda — odparł Wokulski. — Odwieź mu tam...
— Myślałem, że sam odwieziesz.
— Nie chce mi się...
Rzecki kręcił się po pokoju, chrząkał, nareszcie rzekł:
— Pani Stawska jest jakaś markotna. Może byś ją odwiedził?
— A prawda, że już dawno u niej nie byłem. Pójdę wieczorem.
Odebrawszy taką odpowiedź Rzecki już nie zatrzymywał się. Bardzo czule pożegnał Wokulskiego, wpadł do sklepu po pieniądze, potem siadł w dorożkę i kazał jechać do pani Misiewiczowej.
— Przybiegłem tylko na chwilę, bo mam załatwić pilny interes — zawołał uradowany. — Wie pani, Stach będzie tu dzisiaj... Zdaje mi się (ale mówię to pani w największej tajemnicy), że Wokulski już stanowczo zerwał z Łęckimi...
— Czyby tak?... — rzekła pani Misiewiczowa składając ręce.
— Jestem prawie pewny, ale... żegnam panią... Stach będzie dziś wieczorem...