— Sprawdzimy to — odpowiedział Wokulski i spokojnie zanotował w katalogu adres.
Odtąd każde popołudnie spędzał u państwa Łęckich, a nawet raz na zawsze został zaproszony na obiady.
W kilka dni przyszedł do niego Rzecki.
— Cóż, mój stary! — zawołał Wokulski. — Jakże tam z księciem Lulu?... Gniewasz się jeszcze na Szlangbauma, że śmiał sklep kupić?...
Stary subiekt pokręcił głową.
— Pani Stawska — rzekł — już nie jest u Milerowej... trochę chora... Mówi coś o wyjeździe z Warszawy... Może byś tam wstąpił?...
— Prawda, trzeba by zajść — odparł pocierając czoło. — Mówiłeś z nią o sklepie?
— Owszem; pożyczyłem jej nawet tysiąc dwieście rubli.
— Z twoich biednych oszczędności?... Dlaczegóż nie ma pożyczyć ode mnie?...
Rzecki nic nie odpowiedział.