Maruszewicz jest wściekły na nich, tym bardziej że baron na jego skargi odpowiada:
— Sam mi radziłeś, ażebym nie trzymał pustego lokalu...
I baronowa spokorniała, bo z jednej strony boi się męża, a z drugiej studentów.
Takim sposobem baronowa za swoją złość i mściwość, a Maruszewicz za intrygi, z jednej i tej samej ręki ponoszą karę; uczciwy zaś Klejn ma towarzystwo, jakiego pragnął.
O, jest sprawiedliwość na świecie!...
Ten Maruszewicz, dalibóg, jest bezwstydny!
Przyleciał dziś do Szlangbauma ze skargą na Klejna.
— Panie — mówił — jeden z pańskich oficjalistów, który mieszka w domu baronowej Krzeszowskiej, po prostu kompromituje mnie...
— Jak on pana kompromituje? — zapytał Szlangbaum otwierając oczy.