Służącemu nakazał nie przyjmować nikogo; pomimo to kilka razy odwiedził go doktór Szuman.
Na pierwszej wizycie wziął go za puls i kazał pokazać język.
— Może angielski?... — spytał Wokulski, lecz wnet opamiętał się i wyrwał rękę.
Szuman bystro popatrzył mu w oczy.
— Nie jesteś zdrów — rzekł — co ci dolega?
— Nic. Czy znowu zajmujesz się praktyką?
— Spodziewam się! — zawołał Szuman — a pierwszą kurację zrobiłem na samym sobie: uleczyłem się z marzycielstwa.
— Bardzo pięknie — odparł Wokulski. — Rzecki wspominał mi coś o twoim wyleczeniu.
— Rzecki jest półgłówek... stary romantyk... To rasa już ginąca! Kto chce żyć, musi trzeźwo patrzeć na świat... Uważaj no i po kolei zamykaj oczy. Kiedy ci powiem: lewe... prawe... prawe... Załóż nogę na nogę...
— Co ty robisz, mój kochany?... — zapytał Wokulski.