— I nie zimno ci?
— Ni.
— Osieł jakiś — mruknął pan.
A potem dodał:
— Ale dziesiątkę byś wziął?
— Jakby pan dali, tobym wziął.
Pan dał mu złotówkę i odszedł, mrucząc.
Potem znowu zatrzymał się, patrzał na chłopa, jakby wahał się, ale nareszcie poszedł naprawdę.
Michałko trzymał w garści złotówkę i mówił do siebie zdziwiony:
— Nie bój się, jakie to tu są dobre panowie!...